Łosiewicz w Salonie Dziennikarskim: "Piątka Kaczyńskiego" to nokaut opozycji na starcie. Chcieli grać tym, że PiS nie dał 500+ na pierwsze dziecko. Polityka opublikowano: 2019-03-02 10:36:38.734469+01:00 Książka: Życie jest cudem autorstwa Dorota Łosiewicz, wydawnictwa: Esprit. Dostępna w Woblink! Liczba stron: 208 to gwarancja świetnej zabawy. Fratria sp. z o.o. ul. Finlandzka 10, 03-903 Warszawa. e-mail: wpolsce@fratria.pl. telefon: (22) 616-36-00, (22) 255-93-32. witryna: www.wPolsce.pl. Dane kontaktowe do biura reklamy: e-mail: reklama@fratria.pl. Organem właściwym w sprawach radiofonii i telewizji oraz audiowizualnych usług medialnych na żądanie jest Krajowa Rada Radiofonii – powiedziała Dorota Łosiewicz, zaznaczając jednocześnie, że wszystkie wersje tłumaczeń Wałęsy „nie mają racji bytu.” Był zdeterminowany, by niszczyć ślady swoje agenturalnej działalności. (…) Współpracował z dawną służbą, nie chciał zmienić Polski – mówiła. Proszę się nie mitygować, nie autocenzurować, proszę walić prosto z mostu co Panu w duszy gra, niech się Pan nie daje zaszczuć prawicowym mediom. Prawdziwi Polacy są z Panem! Tomaszowi Lisowi wypada podziękować za celne obnażenie metod działania PO. Choćby i niechcący. Dorota Łosiewicz Z kolei inny członek sztabu Dudy, który woli zachować anonimowość, podkreśla, że jest kobietą bardzo poukładaną i rzeczową: To osoba bardzo konkretna i zdecydowana, nie lubi chaosu, który wkradł nam się do sztabu na samym początku. Dorota Łosiewicz pisze również o córce Andrzeja Dudy. Informacje o Cuda nasze powszednie Dorota Łosiewicz - 7861973321 w archiwum Allegro. Data zakończenia 2019-10-24 - cena 26,32 zł KdBY. Data utworzenia: 8 września 2019, 22:10. Pokonaliśmy wiele przeszkód, a największą byliśmy my sami. Gdy zrozumieliśmy, że wszystko jest kwestią podjęcia decyzji i zgodą na ryzyko, zaczęły się między nami dziać cudowne rzeczy – mówi o ich wspólnym życiu Dorota Landowska. – W naszym związku bywają trudne chwile, ale to właśnie one najwięcej o nas mówią, o tym, kim tak naprawdę jesteśmy. Stawialiśmy sobie wiele przeszkód, jakby sprawdzając, ile możemy wytrzymać – dodaje Mariusz Bonaszewski. Mariusz Bonaszewski z żoną Dorotą Foto: AKPA To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, nie od razu między nimi zaiskrzyło. Do swojego związku dojrzewali powoli, byli ostrożni i pełni nieufności. Kiedy w połowie lat dziewięćdziesiątych spotkali się na nagraniu audycji w jednej z rozgłośni obydwoje mieli za sobą nieudane związki i ani w głowie im było wiązać się ponownie z kimś na stałe. – Gdyby wtedy stanął koło mnie Anioł Stróż i powiedział, że ten mężczyzna będzie dzielił ze mną życie, parsknęłabym śmiechem. Mariusz do radia przyniósł ze sobą egzemplarz „Hamleta” Szekspira, z którym się nie rozstawał. „No, to już przesada! Jeszcze mu tylko czaszki brakuje do kompletu”, pokpiwałam po cichu. A on rzeczywiście przygotowywał się do głównej roli w warszawskim Teatrze Dramatycznym – opowiadała po latach pani spotkali się ponownie, pracując przy spektaklu „Ninoczka” w warszawskim teatrze Scena Prezentacje. Dużo podróżowali z przedstawieniem po kraju, a wspólnie spędzone godziny zbliżyły ich do siebie. – Po raz pierwszy tak się przed kimś otworzyłem. Miałem ogromną potrzebę opowiedzenia o tym, z czym się zmagam i byłem bardzo ciekawy jej reakcji. Zakochany człowiek nie wie, co się z nim dzieje. Chce się dowiedzieć: czego my właściwie od siebie chcemy? Co to za szaleństwo? Czułem, że dzięki Dorocie poznaję siebie – wspominał pan Mariusz. Jak sam przyznawał zakochał się w jej... krzywych nogach, od których nie mógł oderwać wzroku. Pierwsze wspólne lata nie należały jednak do łatwych. Pełni obaw przed kolejnym emocjonalnym rozczarowaniem tworzyli dość specyficzny związek. Nie zamieszkali razem i nie widywali się zbyt często. Ale kiedy już się spotykali potrafili przegadać przez wiele godzin. – To było poszukiwanie bezpiecznych przestrzeni w związku, potrafiliśmy się chować, wycofywać i nie widywać nawet trzy miesiące. Każde z nas chciało mieć swój obszar wolności. W tej szamotaninie łatwo było coś popsuć, przegapić – mówiła aktorka, dla której fakt, że zostali razem zakrawał na mały cud. – Naprawdę trzeba kogoś mocno kochać, by zgodzić się na taką huśtawkę emocji i festiwal kompromisów – na świecie pojawiły się ich dzieci, Marysia i Staś, nie zdecydowali się na ślub, bo pani Dorota wychodziła z założenia, że formalności nie są im do szczęścia potrzebne. Na ten krok zdecydowali się dopiero po siedemnastu latach znajomości, w 2013 roku. Aktorka, ku uciesze życiowego partnera dojrzała wreszcie do tego, by sformalizować swój związek. – Mariusz oświadczał mi się kilkanaście razy. Ale to ja zaproponowałam: „Może w końcu to ja ciebie poproszę o rękę. I będziemy kwita”. Nie stały za tym powody finansowe, wspólne kredyty czy sprawy formalne. Chcemy być razem, dlaczego więc nie jako mąż i żona? Nie nosimy jednak obrączek, bo mamy je w sercu – zwierzała się pani Dorota w jednym z nielicznych wywiadów, gdyż obydwoje niezbyt często udzielają się na łamach kolorowych pism. Rzadko też pojawią się na branżowych bankietach i imprezach, bo wolny czas wolą spędzać w rodzinnym gronie. To dla nich największe szczęście. – Bez rodziny już dawno bym się rozpadł. Mógłbym być gdzie indziej. Odbyć rejs przez północny Atlantyk, pływać kutrem wokół Bornholmu, łowić łososie i dorsze. To wydaje mi się świetne. Ale nie jestem sam, mam rodzinę. Ona jest nie do porzucenia. Tej straty bym nie zniósł. Marzenia nie muszą się spełniać, to nie przekreśla ich wagi – mówił jakiś czas temu Mariusz Bonaszewski. – Mam w sobie takie pokłady uczucia, że nawet gdybyśmy się rozstali, nie przestałabym go kochać. Inny mężczyzna? Ja nie widzę innych mężczyzn – dodaje Dorota Landowska. Dziwne objawy choroby u Bonaszewskiego. To był gruczolak przysadki! Lekarz zobaczył gwiazdę „Przyjaciółek” w telewizji. Diagnoza miała być przerażająca Zobacz także /7 Mariusz Bonaszewski z żoną Dorotą Landowską AKPA /7 Mariusz Bonaszewski z żoną Dorotą Landowską i dziećmi AKPA /7 Mariusz Bonaszewski z żoną Dorotą Landowską Kapif /7 Mariusz Bonaszewski z żoną Dorotą Landowską Ireneusz Sobieszczuk/TVP / East News /7 Mariusz Bonaszewski z żoną Dorotą Landowską Ireneusz Sobieszczuk/TVP / East News /7 Mariusz Bonaszewski z żoną Dorotą Landowską Kapif /7 Mariusz Bonaszewski z żoną Dorotą Landowską Kapif Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem: #12 Helena Pyz: Oni mnie nazywają mamą, bo ja ich po prostu kochamRozmowa z Heleną Pyz, polską lekarką i misjonarką świecką, a dla kilkuset dzieci Ośrodka Leczenia Chorych na Trąd w Jeevodaya w Indiach po prostu „Mamą”. Wyróżniona w konkursie „Człowiek bez barier 2019”, laureatka między innymi „Orderu Uśmiechu” i nagrody TOTUS. W rozmowie z Magdaleną Szefernaker opowiada o tym jak znalazła się w Indiach, jak na co dzień od 30 lat wygląda jej praca z ludźmi trędowatymi i dlaczego dzieci z ośrodka w Jeevodaya nazywają ją mamą. Cały wywiad do przeczytania na 09:48December 28, 2020#11 Dorota Gawryluk: Macierzyństwo to absolutnie sprawa numer jeden w moim życiuRozmowa z Dorotą Gawryluk, mamą 27-letniego Nikona i blisko 10-letniej Marysi, dziennikarką, szefową Wydarzeń i Polsatu News, czterokrotnie nominowaną w plebiscycie Telekamery, a także nominowaną do nagrody Grand Press. W rozmowie z Magdaleną Szefernaker opowiada o tym, co pomaga jej łączyć dwa niezwykle pasjonujące światy, a zarazem znajdujące się na przeciwległych biegunach - dziennikarstwo i macierzyństwo. Mówi również o tym czym jest dla niej bycie mamą i jak to jest wychowywać dzieci, między którymi różnica wieku wynosi blisko 18 lat. Cały wywiad do przeczytania na 19, 2020#10 Jadwiga Emilewicz: Rodzina jest paliwem moich wszystkich aktywności, także tych politycznychRozmowa z Jadwigą Emilewicz, mamą trzech fantastycznych synów, a do tego poseł i polityk, która dotychczas pełniła m. in. funkcje wiceprezesa Rady Ministrów, ministra przedsiębiorczości i technologii oraz ministra rozwoju. W rozmowie z Magdaleną Szefernaker opowiada o tym jak wielkim wyzwaniem jest pogodzenie polityki z byciem mamą trzech dorastających synów. Usłyszymy o macierzyńskich dylematach, a także o tym jaką cenę płaci cała rodzina, gdy mama-polityk jest osobą publiczną, zaangażowaną w pracę 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Cały wywiad do przeczytania na 11, 2020#9 Małgorzata Kożuchowska: Pogodzenie macierzyństwa z życiem zawodowym jest trudne, ale nie jest niemożliweRozmowa z Małgorzatą Kożuchowską, aktorką i mamą sześcioletniego Jasia. W rozmowie z Magdaleną Szefernaker opowiada o tym czym dla niej jest macierzyństwo, kiedy odkryła w sobie instynkt macierzyński i zapragnęła mieć dziecko, a także jak zmieniło się jej spojrzenie na pracę aktorską po urodzeniu syna. Cały wywiad do przeczytania na 04, 2020#8 Karolina Naja: Nie udałoby mi się połączyć macierzyństwa z karierą sportsmenki, gdyby nie wsparcie od rodziny i drużynyRozmowa z Karoliną Nają, mamą trzyletniego Miecia i multimedalistką najważniejszych międzynarodowych imprez sportowych w kajakarstwie. O tym jak udało jej się powrócić do czynnego uprawiania sportu na najwyższym, światowym poziomie po urodzeniu syna, jak przygotowuje się do przyszłorocznych Igrzysk Olimpijskich w Tokio i jak wygląda dzień mamy-sportsmenki opowiada w rozmowie z Magdaleną Szefernaker. Cały wywiad do przeczytania na 27, 2020#7 Dorota Łosiewicz: Wszystkie życiowe decyzje podejmowałam z myślą o dzieciach i rodzinieRozmowa z Dorotą Łosiewicz, mamą czwórki dzieci: 15-letniej Mai, 12-letniego Janka, 10-letniej Hani i 5-letniej Anielki, a do tego dziennikarką telewizyjną i prasową, prowadzącą m. in. „W tyle wizji” i „Kwadrans Polityczny” w TVP INFO oraz autorką książek. W rozmowie z Magdaleną Szefernaker odpowiada m. in. na pytania czy praca zawodowa pomaga jej w wypełnianiu funkcji mamy, jaka jest jej recepta na to, by połączyć macierzyństwo z pracą dziennikarki i pisarki, a także kto pomaga jej w utrzymaniu balansu pomiędzy domem a pracą. Opowiada również o tym, jakie są jej "grzechy macierzyństwa", a także dlaczego nie można jej znaleźć na Twitterze czy Instagramie. Cały wywiad do przeczytania na 18, 2020#6 Barbara Socha: Praca zawsze była dla mnie numerem dwaRozmowa z Barbarą Sochą, pełnomocnikiem rządu do spraw polityki demograficznej i mamą trzech synów: Janka (18 lat), Antka (16 lat) i Franka (10 lat) oraz dwóch córek: Marysi (12 lat) i Magdy (6 lat). W rozmowie z Magdaleną Szefernaker opowie o tym jak przez ostatnie blisko 20 lata udawało jej się łączyć pracę zawodową zajmując kierownicze stanowiska w międzynarodowej korporacji z wychowywaniem pięciorga dzieci. Usłyszymy też o ciężkich przeżyciach, których doświadczyła na początku macierzyństwa, nieocenionym wsparciu męża przy każdym kolejnym powrocie do pracy po urlopie macierzyńskim, a także dowiemy się co pomaga jej skutecznie osiągnąć balans między pracą a domem. Cały wywiad do przeczytania na 13, 2020#5 Małgorzata Ostrowska-Królikowska: Rodzina zawsze była dla mnie priorytetemRozmowa z Małgorzatą Ostrowską-Królikowską, aktorką telewizyjną, teatralną i filmową oraz mamą pięciorga dzieci - Antka, Janka, Julki, Marceliny i Ksawerego. Aktorka w rozmowie z Magdaleną Szefernaker opowiada o tym, jaka jest jej recepta na znalezienie balansu między życiem zawodowym a rodziną. Pytana o to jak udaje jej się pogodzić rolę mamy z rolą aktorki odpowiada, że nie jest łatwo, a życie to kwestia wyboru. - My planowaliśmy z Pawłem dużą rodzinę, chcieliśmy mieć dzieci, byliśmy otwarci na dzieci i na to, co przyniesie los. I nie narzekam, aczkolwiek nie namawiam - podkreśla Ostrowska-Królikowska. Zaznacza również, że dzieci są dla niej wszystkim i dają jej niesamowitą radość. Cały wywiad do przeczytania na 05, 2020#4 Klaudia Marzec: Staram się spełniać w roli wieloetatowej mamyRozmowa z Klaudią Marzec, mamą blisko 4-letniego Oliwiera i pierwszych w Polsce sześcioraczków - Neli, Kai, Malwiny, Zosi, Tymona i Filipa. W rozmowie z Magdaleną Szefernaker opowie o tym, jak odnalazła się w nowej sytuacji, kiedy z mamy jedynaka od razu została mamą siedmiorga dzieci i ile czasu zajęło jej nauczenie się funkcjonowania w nowych realiach. Po raz pierwszy publicznie powie o tym, że w przyszłości chciałaby wrócić do pracy zawodowej, ale nie wie czy kiedykolwiek będzie to możliwe. Podzieli się także tym czym dla niej jest macierzyństwo i jakie są pozytywne aspekty bycia mamą takiej gromadki dzieci. Cały wywiad do przeczytania na 07:38October 28, 2020#3 Anna Skórzyńska: Przede wszystkim jestem mamąRozmowa z Anią Skórzyńską, mamą trójki fantastycznych dzieciaków – 11-letniegio Antosia, 9-letniej Helenki i 3-letniej Marysi, a zarazem pomysłodawczynią i założycielką Szumisiów. Ania w rozmowie z Magdaleną Szefernaker opowie o tym, jak macierzyństwo pomogło jej odnaleźć swoje miejsce w biznesie, a także pracę, która jednocześnie stała się jej pasją. Zdradzi również jak to jest być bizneswoman w męskim świecie biznesu i jak to jest pracować na własny rachunek mając przy tym trójkę dzieci. Cały wywiad do przeczytania na 08:04October 28, 2020#2 Lidia Sadowa: Macierzyństwo jest rozwojem samej siebieRozmowa z Lidią Sadową, która od dzieciństwa marzyła o tym, by zostać aktorką i udało jej się spełnić to marzenie, ale podjęła też inne niezwykle ważne wyzwanie – została mamą i to mamą trójki fantastycznych, pełnych energii chłopaków – 4-letniego Jędrusia, 2-letniego Witka i siedmiomiesięcznego Józia. Aktorka w rozmowie z Magdaleną Szefernaker opowie m. in. o ciężkiej pracy i wyrzeczeniach w pracy aktorskiej, bieganiu na plan filmowy do ostatniego miesiąca w ciąży, a także jak to jest podkładać głos Elsy - głównej bohaterki w oscarowej animacji Walta Disneya "Kraina Lodu". Podzieli się również czym dla nie jest macierzyństwo i jak wygląda organizacja dnia, by razem z mężem pogodzić dom, pracę i wychowanie trzech synów. Cały wywiad do przeczytania na 24, 2020#1 Magdalena Wolińska-Riedi: Spełniona mama to spełniona kobietaRozmowa z Magdaleną Wolińską-Riedi, korespondentką TVP w Rzymie i Watykanie, o tym jak na co dzień udaje jej się łączyć pracę zawodową z wychowywaniem dwóch nastoletnich córek – Melanii i Maryni. Dziennikarka w rozmowie z Magdaleną Szefernaker odpowie m. in. na pytania - czy macierzyństwo może być siłą napędową do rozwoju własnej kariery i realizacji marzeń, a także co daje kobiecie spełnienie w tych dwóch obszarach? Podzieli się również swoimi przeżyciami o tym, jak z dziennikarki, która do tej pory relacjonowała spokojne materiały, dotyczące Watykanu i pielgrzymek papieskich nagle stała się korespondentką z pierwszej linii frontu walki ze śmiertelną pandemią COVID-19. Opowie także o swojej najnowszej książce "Zdarzyło się w Watykanie". Cały wywiad do przeczytania na 24, 2020 Decyzję Ministra Kamińskiego o ustanowieniu specjalnej odznaki Andrzeja Struja komentuje w Tygodniku “Sieci” Dorota Łosiewicz w artykule zatytułowanym: “Zawsze na służbie”. (…) Decyzja o ustanowieniu takiej odznaki musi cieszyć. Nigdy dość upamiętniania bohaterów. Trzeba pamiętać, że żołnierze, czy policjanci zawsze są na służbie, nawet gdy mają wolne, gdy cieszą się życiem, odpoczywają z rodziną. Służbę ojczyźnie mają w sercu… – decyzję Ministra Kamińskiego o ustanowieniu specjalnej odznaki Andrzeja Struja komentuje w Tygodniku “Sieci” Dorota Łosiewicz w artykule zatytułowanym: “Zawsze na służbie”. Cały artykuł – tutaj Poznajcie nasz cykl "Polska mama pracująca", w którym prezentujemy historie matek, na różne sposoby godzących macierzyństwo i karierę. Jak sobie radzą? Co je przytłacza, a co motywuje? Gdzie szukają pomocy? Jakie odnoszą sukcesy? Bohaterką każdego odcinka będzie inna mama realizująca charakterystyczny tylko dla niej model łączenia pracy z wychowaniem dzieci. Chcemy, byście poznały te kobiety. Na początek prezentujemy historię Doroty Łosiewicz - dowiedzcie się, jaki jest jej klucz do pogodzenie kariery z macierzyństwem i jak model realizowany w jej rodzinie ocenia psycholog. Źródło: Newsweek_redakcja_zrodlo Nikt nie spodziewał się takiego scenariusza. Od początku wszystko było niezgodne z planem, mimo to wyszło zaskakująco dobrze. Bóg po raz kolejny pokazał, że życie ludzkie jest cudem. Doświadczyła tego Dorota Łosiewicz, która była gościem specjalnym tegorocznej Diecezjalnej Pielgrzymki Kobiet. Jest dziennikarką. Pisze do tygodnika „Sieci” i na portalu Prowadzi programy „W tyle wizji”, „Kwadrans polityczny”, „Wieża Bab” i „Rozmowa Poranna studia Wydała też trzy książki: „Moi rodzice” (wywiad rzeka z Martą Kaczyńską), „Cuda nasze powszednie” i „Życie jest cudem”. Karierę dziennikarską łączy z życiem rodzinnym. Jest żoną i mamą czwórki dzieci. Historia, którą podzieliła się w Pratulinie, porusza i zadziwia. Oddali i dostali Był grudzień 2015 r. Państwo Łosiewiczowie wrócili z rekolekcji małżeńskich. Przed Bożym Narodzeniem postanowili, że opróżnią swoje szafy z małych kocyków, ubranek, bawełnianych pieluch i zabawek. Mieli już troje odchowanych dzieci, więc doszli do wniosku, że takie akcesoria nie będą im potrzebne. Wszystko porozwozili po domach samotnej matki. W styczniu pani Dorota zorientowała się, że jest w czwartej ciąży. Uznała, że to łaska niedawnych rekolekcji i owoc działania Ducha Świętego. - Dobiegły końca prace nad książką, którą pisałam z Martą Kaczyńską. Postanowiłam, że nie opublikuję kolejnej, dopóki Pan Bóg nie da mi wyraźnego znaku. Dziś wiem, że kiedy stawiamy przed Nim takie wyzwania, On odpowiada błyskawicznie. Po wykonaniu dwóch testów ciążowych, które potwierdziły mój stan, postanowiłam pójść do lekarza. W międzyczasie znajomi obdarowali nas nowymi ubrankami i dziecięcymi akcesoriami. Dostaliśmy trzy razy więcej, niż mieliśmy wcześniej. Niestety, potem przestało być tak różowo... Po wykonaniu badań lekarz powiedział, że podejrzewa ciążę pozamaciczną. Kazał natychmiast zgłosić się do szpitala - wspomina D. Łosiewicz. Dziennikarka trafiła do warszawskiego szpitala im. Świętej Rodziny. Tam potwierdzono diagnozę i zalecono pozostać na oddziale. Pani Dorota postanowiła jednak wrócić do domu. Kolejnego dnia - za namową przyjaciółki i jednej z lekarek - znów pojechała na oddział. Możesz iść po wypis - Na poniedziałek wstępnie planowano laparoskopię. Jej wynik miał zadecydować o dalszym postępowaniu. W niedzielę razem z mężem mieliśmy być na Eucharystii we wspólnocie „Święta Rodzina”. Wysłałam esemesy do znajomych, informując o naszej nieobecności. Napisałam, że jestem w szpitalu. Wieczorem ogarnął mnie wielki żal. Poczułam ogromny strach o moje dziecko. Wiedziałam, że jest w niebezpieczeństwie. Po jakimś czasie płacz odszedł i poczułam spokój. Po godzinie drzwi do sali otworzyły się i zobaczyłam w nich znajomych ze wspólnoty. Weszli ze słowami: „Dostaliśmy przynaglenie, aby do ciebie przyjechać”. Spytałam, czy się za mnie modlili. Potwierdzili, pytając, skąd o tym wiem. Odpowiedziałam, że czułam to. Wierzę, iż Duch Święty działa na odległość. Znajomi mówili: „Przyjechaliśmy, bo poczuliśmy, że potrzebujesz pomocy”. Modlili się nade mną wstawienniczo. Jeden z kolegów w pewnym momencie rzucił: „Pan Jezus pyta, czy Mu ufasz?”. Powiedziałam: „Tak”. Po modlitwie usłyszałam: „Możesz iść po wypis ze szpitala”. Stwierdziłam, że poczekam do poniedziałku, bo nie do końca wierzyłam w takie rozwiązanie - przyznaje. Znów pod górkę W poniedziałkowy poranek pani Dorota poprosiła lekarza, który pojawił się na dyżurze, o przeprowadzenie badania. Wrócił do pracy po weekendzie i nie znał historii choroby. Jeszcze przed obchodem zaprosił ją do gabinetu, w którym wisiał obraz... Świętej Rodziny. W trakcie badania zapytał, dlaczego leży w szpitalu. Gdy powiedziała mu o podejrzeniu ciąży pozamacicznej i krwiaku, zdziwił się. Odparł: „Dawno nie widziałem tak prawidłowego obrazu ósmego tygodnia ciąży. Nie ma żadnego krwiaka, widać tylko piękne dziecko”. I dał wypis. Dziennikarka zdarzenie zinterpretowała jako wyczekiwany znak, że ma zebrać podobne historie i je opisać. W czasie ciąży pani Dorota jeździła po Polsce i zbierała materiały do kolejnej książki. Gromadziła świadectwa ludzi i przykłady Bożych interwencji. Potem na świat przyszła Anielka. Okazało się, że jest ciężko chora, bo ma niedrożny przewód pokarmowy. Jej jelita skręciły się dwukrotnie i konieczna była natychmiastowa operacja. Zabrali ją do innego szpitala. Zabieg przeprowadzono w pierwszej dobie życia. - Gdy rano jechałam do Anielki (znów wypisałam się na własne życzenie), zrozumiałam, że ten, kto nie bał się o życie dziecka, ten tak naprawdę nie doświadczył, czym jest strach. Podczas operacji nastąpiła niewydolność krążeniowo-oddechowa. Anielka była w śpiączce. Jej serduszko podtrzymywała dopamina. W trakcie zabiegu wycięto jej 25 cm jelita i założono stomię - wyjaśnia D. Łosiewicz. Anioł w lekarskim kitlu Po kilku dniach serce dziewczynki podjęło samodzielną pracę, potem wróciła zdolność oddychania. Z intensywnej terapii przeniesiono ją na oddział chirurgii. Niestety, nadal dochodziło do różnych komplikacji. - Rana operacyjna nie goiła się, doszło do zakażenia. Podejrzewano, że Anielka ma zespół krótkiego jelita i przez całe życie będzie karmiona dojelitowo. Dużo się wtedy modliłam, ale też kłóciłam z Bogiem. Przed narodzinami napisałam książkę o cudach. Kończył ją cytat z wiersza ks. Jana Twardowskiego: „Cud chce jak najlepiej, a utrudnia wiarę”. Pomyślałam, że może ta ciężka sytuacja jest po to, bym potrafiła zachować wiarę, jeśli cud się nie zdarzy. Ze łzami modliłam się: „Panie Boże, Ty możesz wszystko! Gdybyś chciał, to jej jelito mogłoby się zrosnąć i mogłabym wynieść ze szpitala zdrowe dziecko”. To było po ludzku absurdalne. Zrośniecie się przeciętego jelita jest przecież niemożliwe. Lekarze omijali nas szerokiemu łukiem, bo żaden z nich nie miał na ogół dobrych wieści. Kiedy tak płakałam, podeszła do mnie pewna lekarka, mówiąc: „Czemu pani tak ryczy? Będzie dobrze! Wyjdziecie stąd razem i jeszcze zacznie pani to dziecko karmić piersią”. Podniosła mnie na duchu. Pan Bóg widział, że jest mi bardzo ciężko i zesłał takiego anioła - podkreśla. Jeśli chcesz, ratuj! Pewnego dnia pani Dorota przypomniała sobie o oleju św. Charbela. Otrzymała go w trakcie pisania książki „Cuda nasze powszednie”, ale nigdy wcześniej nie używała, bo nie było takiej potrzeby. Wspólnie z mężem namaścili nim małą Anielkę. Powiedzieli Bogu: „Niech się dzieje Twoja wola. Jeśli chcesz - ratuj, jeśli masz inny plan - przyjmiemy go”. Następnego dnia przyszedł do nich szef oddziału chirurgii. Poinformował, że musi wykonać drugą operację. Oznajmił, że rana nie goi się, bo stomia wyłoniona jest zbyt płytko i treść jelita wszystko zalewa i zanieczyszcza. Chciał naprawić to, co zostało wykonane nieprawidłowo podczas pierwszego zabiegu. Anielka miała być na czczo. - Przez cały czas dawałam córce po kilka kropel własnego mleka; wszystko po to, by pobudzać do pracy jej żołądek. W międzyczasie przygotowywano nas do opieki nad dzieckiem ze stomią. Uczono, jak ją obsługiwać. Powiedziano, że będziemy musieli przyjeżdżać do szpitala trzy razy w tygodniu na płukanie części jelita, która nie pracowała. Ten fragment wyglądał jak cienka szara sznurówka. Przewidywano, że zespolenia i usunięcia stomii będzie można dokonać za 8-12 miesięcy - wspomina. „Nigdy tego nie widziałem!” Anielkę zabrano na zabieg o rano. Operacja miała trwać dwie godziny, a przeciągnęła się do pięciu. Na sali i wokół bloku panował duży ruch. Jedni z niej wychodzili, inni wchodzili. - Wreszcie doczekaliśmy się informacji. Po otwarciu brzucha Anielki wyszło na jaw, że druga część jelita... pracuje w najlepsze. Ruszyła sama, zanim rozpoczęto płukanie. Okazało się, że niedługo wyjdziemy ze szpitala ze zdrowym dzieckiem. Kolejnego dnia na intensywnej terapii dowiedziałam się, że ruch na sali wynikał stąd, że pan profesor chciał, aby wszyscy zobaczyli jelito Anielki. Choć musieliśmy poczekać na to, czy po zespoleniu zacznie działać ono prawidłowo, ja już wiedziałam, że wydarzył się nasz cud - wspomina. Kilka dni później D. Łosiewicz zaczęła karmić Anielkę piersią. Robiła to ponad dwa lata. Wbrew krążącym opiniom mała nie utraciła odruchu ssania. - Dziś jest zdrowa i radosna. Czwarte macierzyństwo przeżyłam inaczej niż w przypadku pozostałych dzieci. Na Anielę patrzymy z mężem jak na naszą wisienkę na torcie. Jest uwielbiana przez rodzeństwo, wszyscy ją noszą, obcałowują, bo wiemy, że mogło jej z nami nie być - podkreśla. Książka na spłatę długu D. Łosiewicz przyznaje, że spotkała Boga dzięki mężowi. - Mam 40 lat. Gdyby dwie dekady wcześniej ktoś powiedział mi, że będę mówić o cudach i dawać świadectwo, prawdopodobnie bym nie uwierzyła. Byłam dość daleko od Kościoła. Może wynikało to nieco ze sposobu wychowania? Kiedy poznałam męża, studiowałam dwa kierunki i pracowałam już w telewizji. Wiedział, że będę aktywna zawodowo, że nie lubię siedzieć w miejscu. Pewnie trochę bał się takiej żony, ale oświadczając się mi, zaznaczył: „Zawodowo rób, co chcesz. Idź taką ścieżką, jaką pragniesz. Mam tylko jeden warunek: będziemy chodzić do kościoła, ochrzcimy nasze dzieci i wychowamy je po katolicku”. Przystałam na to i zaczęłam z nim uczęszczać na Mszę św. W moim życiu rozpoczęło się działanie łaski Bożej. Przed ślubem przyjęłam sakrament bierzmowania. Świadkiem był mąż. Teraz wzajemnie prowadzimy się do Boga, ja jego, a on mnie - zaznacza. Z wdzięczności za Anielkę pani Dorota napisała kolejną książkę: „Życie jest cudem”. Zawarte w niej historie nie zawsze kończą się happy endem. - Opisałam historie trudnego rodzicielstwa, jednak pełne miłości i warte zachodu. Wierzę, że jeśli uda się w ten sposób ocalić choć jedno życie, pokochać chore dziecko czy uznać, że jest ono darem, mój trud nie poszedł na marne. Drogie panie, kochajcie życie i przekazujcie miłość do życia swoim córkom, siostrom i przyjaciółkom. Uwierzcie, że wspólnymi siłami uda nam się sprawić, by ten świat był choć trochę lepszy - apeluje. AWAWEcho Katolickie 24/2018 opr. ab/ab

dorota łosiewicz z rodziną