Wypadek w pracy z winy pracownika a chorobowe. Jeśli wypadek z winy pracownika był zdarzeniem nieumyślnym, to pracownik nie traci prawa do świadczenia wypadkowego w wysokości 100% wynagrodzenia. Jeśli jednak okaże się, że pracownik spowodował wypadek w pracy umyślnie bądź przez niedbalstwo, to nie ma prawa do świadczeń chorobowych. Koniec roku to zwykle czas podsumowań. W tym czasie przygotowujemy się do świat, ale warto tez pamiętać o przysługujących nam a nie wykorzystanych jeszcze dniach wolnych od pracy. Stres w pracy - objawy. Im szybciej musimy wywiązać się z obowiązków w biurze, tym częściej narażeni jesteśmy na nerwy. Stres w pracy wywołuje stałe napięcie, które powoduje wydzielanie się hormonu stresu - kortyzolu. Spóźniamy się lub popełniamy błędy z pośpiechu, co może rodzić konflikty z przełożonym. A to kolejna Urlop jest potrzebny, no chyba, że nic nie robisz w swojej pracy. Ale w tym wypadku również zalecam ostrożność – monotonia jest także ulubienicą wypalenia. Odpoczynek należy się każdemu i o niego warto się zatroszczyć. Pamiętaj, aby móc prawdziwie odpocząć, powinniśmy przynajmniej dwa razy do roku porządnie się odprężyć. Zgodnie z Kodeksem pracy zatrudniony ma prawo do 15-minutowej przerwy wliczanej do czasu pracy w sytuacji, gdy dobowy wymiar czasu pracy wynosi co najmniej 6 godzin. W nowelizacji tego aktu prawnego przewidziano wprowadzenie dwóch dodatkowych przerw również traktowanych jak czas przepracowany. przepraszam ciebie za to co zrobilam,przepraszam,ze zdradzilam,przepraszam,ze zawiodlam twoje zaufanie,przepraszam,ze cierpisz,przepraszam za to co musisz teraz czuc,przepraszam ciebie nie mowilam Staram się uśmiechać i mówić że jest już dobrze ale czuję jak bym umierał, jak by mi ktoś wlewał gorący ołów do brzucha. Cały czas krzyczę na dzieci, nie mam ochoty nigdzie wychodzić, w pracy jestem na urlopie a myśl o tym, że muszę tam wrócić sprawia mi ogromny ból. vzVptQ. Witam potrzebuje pomocy jestem załamana i czuję że tracę zmysły A mianowicie byłam w związku małżeńskim i mam wspaniałego syna który ma 6 lat. Ale jednak coś nie tak poszło nie wiem co zaczęłam chodzić na imprezy wyszaleć się…. Poznałam tam faceta który wiedział że, jest mąż i dziecko z imprezy na imprezę coraz bardziej coś nas ciąglo do siebie on był za mną, ja za nim trwało to długo bo 2 lata az, zdecydowałam odejść od męża facet którego poznałam tyle obiecał tylko żebym odeszła od męża zawsze będę mogła, na niego liczyć i wogole ok wzięłam wyprowadziłam się od męża zabrałam syna poszłam na wynajem ogólnie było nam z tym facetem bardzo dobrze i fajnie….. Zrobiłam wszystko co chciał bo się zakochałam…. Miałam mieszkać sama pół roku później miałam iść do niego i nagle powiedział że nie muszę czekać bo on mieszka z rodzicami i siora i ona musi najpierw skończyć szkole czyli miałam czekać 2 lub 3 lata. Od rodziców dostawał 1000 złoty miesięcznie i wedlug jego rodziny za tyle miał układać sobie życie… Więc powiedziałam że ma wybierać my z synem albo rodzina bo ja dosyć dla, nas poświęciłam…. Napisał wybieram rodzinę….. Po czym kilka dni ciszy odezwałam się pisałam dzwoniłam jak głupia ignorował wszystko po czym odezwał się w sobotę o treści jesteś zwykła oszustka nie Chce cię znać prosiłam o wyjaśnienia nie umiał odpowiedzieć nic zero ….dramat dla mnie ryczę nie jem nic. Co ja, o tym wszystkim mam myśleć to ja się czuję oszukana bo on obiecał dużo mówił ale od mówienia a czynów była daleka droga… Boli mnie to aż, tak że rady nie mogę sobie dać sama a tydzień temu dwa kochał mnie nad życie jego słowa. Czy to już jest skończone?? Pożary, wypadki i wszelkie inne interwencje straży pożarnej w woj. pomorskim Piotr KrzyżanowskiGdzie jest pożar w woj. pomorskim? Sprawdź aktualne ( informacje prosto z Twittera. Niedawno pojawił się post: "RT @PL_GIOS: #WIOŚ nałożył maksymalną, czyli milionową karę na właściciela składowiska odpadów w ostatnim czasie na terenie skł…. ".Strażacy mają mnóstwo wezwań - nie tylko do pożarów czy wypadków, ale również do przysłowiowego kota na dachu. Śledźcie razem z nami ich działania w województwie pomorskim. Gdzie ostatnio interweniowała straż pożarna? Sprawdziliśmy na twitterowym koncie KW PSP w wzywają straż pożarną? - @PL_GIOS: #WIOŚ nałożył maksymalną, czyli milionową karę na właściciela składowiska odpadów w ostatnim czasie na terenie skł…RT @PSP_Koscierzyna: W ramach protokołu uzgodnień podpisanego pomiędzy PSP, Policją, Lasami Państwowymi a Organizacjami Harcerskimi strażac…RT @KPPSPStarogard: Punktualnie o 17:00 w @KPPSPStarogard i jednostkach #OSP włączono sygnały świetlno-dźwiękowe🚨, oddając hołd i upamiętni…PAMIĘTAMY‼️ @MSWiA_GOV_PL @KGPSP @ZawszePomorze: Okoliczności zdarzenia wyjaśnia sopocka policja 🚨@KW_PSP_GDANSK @KmSopot @ZawszePomorze: Policja ustala przebieg tego zdarzenia 🚨@KW_PSP_GDANSK @kartuzy_info: Budynek cały znajdował się w ogniu #pozar #nasygnale @ZawszePomorze: Straty oszacowano na kilkanaście milionów złotych❗️ @remizapl @KmUpsk @KW_PSP_GDANSK@RadioGdansk @ZawszePomorze @Trojmiasto_pl @dz_baltycki @KGPSP: Komendant główny PSP @ABartkowiak_PSP wraz z zastępcami przeprowadził dziś odprawę służbową z komendantami wojewódzkimi PSP oraz…RT @remizapl: #KRAJ: Wczorajszy pożar Biedronki w Słupsku. Straty wstępnie oszacowano na 12 mln Mateusz Gross/Pabianice 112 http…RT @KM_PSP_GDANSK: Chcesz zostać strażakiem ? Rusza nabór do KM PSP w Gdańsku. Szczegóły na stronie➡️@KW_PSP_GDANSK…RT @dz_baltycki: Duży pożar Biedronki przy ulicy Wolności w #Słupsku. Z ogniem walczyło 68 strażaków 🚨 @KW_PSP_GDANSK @KmUpsk @KPPSPCzluchow: DP 2539 Sierpowo - Krzemieniewo. Pożar ciągnika siodłowego Scania z naczepą. Bez osób poszkodowanych. W dzia…🚨AKTUALIZACJA #Słupsk ul. Wolności - #pożar sklep @BiedronkaOffic📸asp. - @KW_PSP_GDANSK @ZawszePomorze: Pożar wybuchł na zapleczu sklepu i objął dach budynku. Ten w konsewkencji uległ zawaleniu❗️🔥 Więcej ➡️ #Słupsk ul. Wolności - #pożar sklep @BiedronkaOffic - pożarem objety jest cały obiekt, 6️⃣ osób ewakuowało sie przed przybyciem #PSP, 1️⃣5️⃣🚒 @KmUpsk #OSP @radioslupsk @ZawszePomorze @dz_baltycki @RadioGdansk @TVPGdansk @KGPSP @spo_psp (kartuski) - #DW211 - dachowanie samochodu ciężarowego, 1 poszkodowany (kierowca - zakleszczony w kabinie), 6️⃣🚒 #StrażPożarna, 🚑 @RadioGdansk @RadioKierowcow @dz_baltycki @ZawszePomorze @kartuzy_info @TVPGdansk @dz_baltycki: Duży pożar lasu w powiecie chojnickim! Na miejscu 15 zastępów straży pożarnej 🔥 @KW_PSP_GDANSK @KP_PSP_Chojnicehttps://t…ZOBACZ KONIECZNIEDo czego zdolni są złodzieje? Najgłośniejsze kradzieżePolecane ofertyMateriały promocyjne partnera Odpowiedzi . . . dużo dużo dużo soku pomidorowego ,ewentualnie spirytus lub domestos ;) i płukamy blocked odpowiedział(a) o 21:53 to tylko świadczy o Twojej kulturze . a jej współczuje, niech ie wiem , użyje jakiś perfum czy dezodorantu. życzę jej powodzenia . hahahahhahahahahhaha to niech teraz ona puści to smród przejdzie hahahahahahahahha nwm czy zrobilas to specjalnie czy przez przypadek jesli przez przypadek no to niestety zdarza sie ale jesli specjalnie no to swiadczy to tylko o twojej kulturze :SSS ale nie sadze zeby bylo to przez przypadek ://// ale nie wiem powiem jedno długie słowo hahahahhahahahhahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahah Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub Marta miała wtedy 35 lat. Męża, dom, trójkę dzieci. On lekarz robiący specjalizację, ona pięła się po szczeblach bankowej kariery. - Miała być parka, urodziły się bliźniaki, zamiast wyczekiwanej córeczki, dwaj chłopcy. Starszy syn miał wtedy siedem lat, maluchy pięć. Kołowrót, życie bez chwili wytchnienia, zresztą sama nie wiem, czy to można nazwać życiem – mówi Marta. Mąż na dyżurach, po pracy w przychodniach, po nocach zakuwał do kolejnej specjalizacji. Obydwoje zmęczeni, wykończeni, czasami pełni rożnych pretensji. Ona, że on nie poświęca czasu dzieciom, on, że ona nie rozumie jego sytuacji. Marta nie ma z tego okresu najlepszych wspomnień. Starszego syna ze szkoły odbierała teściowa, Marta leciała po bliźniaki do przedszkola, pod drodze odbierała syna od teściowej, wracała koło godziny 17 do domu i nie wiedziała, w co ma ręce włożyć. - Dobrze, że obiadów nie musiałam gotować, ja żywiłam się w barku, mąż w szpitalu, dzieci w przedszkolu i u teściowej – wspomina Marta. Ale i tak było co robić, pranie, sprzątanie, kąpiel, kolacja. Potem wracał zmęczony mąż, nie mieli czasu ani siły na romantyczne wieczory, kolacje przy świecach, dbanie o swój związek. - Nie byliśmy i nie jesteśmy złym małżeństwem. To był taki etap w naszym życiu, że każde miało wszystkiego dosyć – mówi Marta. Centrala banku organizowała szkolenie w ośrodku nad jeziorem, od czwartku po południu do niedzieli, z oddziału wytypowano Martę. Cieszyła się na ten wyjazd, wolała nawet nudne wykłady, byleby tylko na kilka dni się oderwać od kieratu. Dzieci zostały pod opieką teściowej, Marta spakowała małą torbę podróżną i wsiadła w samochód. - Moja teściowa była złotą kobietą, naprawdę pomagała nam zawsze jak mogła. Moi rodzice mieszkali daleko, tylko na nią mogłam zawsze liczyć – uśmiecha si do swoich wspomnień Marta. Na miejsce dojechała koło godziny 16. Poszła się zarejestrować. - W recepcji siedział młody blondyn o intensywnie niebieskich oczach. Przeczytałam na plakietce, że ma na imię Maciek. Zmierzył mnie wzrokiem, lekko się uśmiechnął, a mnie dosłownie serce zamarło. Poczułam się nagle jak nastolatka – opowiada Marta. Kiedy podawał jej plakietkę z wypisanym imieniem, delikatnie musnął rękę Marty. Ona mówi, że nigdy nie zapomni tego dotyku. Dosłownie przeszły ją dreszcze. Poszła do swojego pokoju, rozpakowała rzeczy i wyszła na plażę nad jezioro. Po raz pierwszy od siedmiu lat mogła nie mieć oczu wokół głowy, a zamknąć je i delektować się spokojem. - Uczucie nie do opisania, żadnych krzyków, wołania „mama, mama”. Mogłam leżeć i nic nie robić, zwyczajnie bajka – mówi Marta. Wieczorem było integracyjne ognisko. Lato w pełni, gitara, śpiewy. - To był lipiec jak teraz, a ja czułam się jak w czasach studenckich. Luz, trochę alkoholu, stałam się kompletnie inną osobą. Zniknęła przygarbiona Matka Polka, odzyskałam swoją kobiecość. Jak to niewiele potrzeba do szczęścia – śmieje się Marta. Maćka na ognisku nie było,zjawił się dość późno. Siadł po przeciwnej stronie Marty i wpatrywał się w nią intensywnie. A ona? Ona czuła się jakby ktoś lat jej nagle ujął, motyle latały po brzuchu, miała wrażenie, że nagle znowu stała się piękna. Następnego dnia trudno jej było się skupić na nudnych wykładach. Wieczorem była dyskoteka. Szła na nią jak nastolatka, pełna nadziei na niezwykły wieczór. Maciek pojawił się też z opóźnieniem, nie tańczył, siedział przy stole i sączył drinka. Kiedy jednak poleciał kawałek Bee Geesów, „How deep is your love”, poprosił Martę do tańca. - Normalnie nogi się pode mną ugięły, nie potrafię opisać tego uczucia. Stateczna mężatka, matka trójki dzieci, odpowiedzialna pracownica banku na odpowiedzialnym stanowisku. A tu, jakby nic innego nie istniało. Tylko ja i on i ta piosenka – wspomina Marta. Pamięta jego dotyk, pamięta jego ciało, pamięta ten taniec i nie zapomni go do końca życia. W nocy Maciek przyszedł do jej pokoju. Nie oponowała, teraz wie, że to była jedna z piękniejszych nocy w jej życiu. - Obce, muskularne ciało, żadnych planów życiowych, żadnych rozczarowań, żadnych zobowiązań. Ten seks był taki pierwotny, trochę szalony, trochę dziki. Nigdy później nie miałam takich doznań – mówi Marta. Rano poszli do jeziora, popłynęli w milczeniu na sąsiednią opustoszałą plażę. Znowu był seks i Marta mówi, że było jej nawet wszystko jedno, czy ktoś ją z Mackiem tam zobaczy. - Mój mąż był ciągle zmęczony, jego ciało już czuło skutki jego trybu życia. Nigdy nie był pięknie zbudowany. A Maciek, Maciek był jak młody bóg, nie mogłam rąk od niego oderwać – wspomina Marta. I choć miała momentami przebłyski, że przecież robi źle, że zdradza męża, to co w niej zapłonęło było silniejsze od rozsądku. - Wiedzieliśmy obydwoje, że to jest tylko ta chwila, że potem nie będzie telefonów ani spotkań, że każde pójdzie swoją drogą. Że to się nie powtórzy nigdy więcej. Był wtedy we mnie wtedy również taki smutek, żal, tęsknota jakaś ogromna. Myślenie, że może trzeba było inaczej układać sobie życie, że ten kierat mnie zabija. Ale jednego, czego chciałam, to wykorzystać ten moment do końca – mówi Marta. Kolejna noc spędzona z Maćkiem, ciało już bardziej znajome i oczywiste. On wyjechał w niedzielę rano, nie było żadnych romantycznych rozstań, ona została jeszcze w ośrodku. Po wykładach znów poszła nad jezioro. - Popłynęłam daleko, jakbym chciała zmyć z siebie jego dłonie, jego pocałunki, jakby woda miała mieć moc oczyszczającą. Ale każda komórka mojego ciała już tęskniła za jego dotykiem. Ta kąpiel też była magicznym przeżyciem – mówi Marta. Do domu wróciła wieczorem. Dzieci już czekały, mąż nawet przygotował kolację. Zjedli szybko, bo chciał przeczytać jakieś najnowsze badania dotyczące chirurgii laparoskopowej. Marta nawet ten szczegół pamięta dokładnie. - Nic się nie zmieniło, wróciłam do swoich obowiązków. Ale wróciłam odmieniona, uwierzyłam znowu w swoją kobiecość, w swoją atrakcyjność. Choć oczywiście życie się nie zmieniło, nie stało się nagle lżejsze, łatwiejsze, dalej byłam wyczerpana i zmęczona. Ale miałam do czego wracać, zdarzało się, że odpływałam w siną dal na chwilę – mówi Marta. Nigdy więcej męża nie zdradziła, nie było już nigdy ani okazji, ani podobnej magii jak wówczas. Nie żałuje, nic się nie stało, są nadal dobrym małżeństwem. On jest znanym lekarzem, ona dyrektoruje w jednym z banków. Dzieci dorosły, oni jeżdżą po świecie. Ale to tamte trzy dni z Maćkiem należą do jej najpiękniejszych wspomnień. Magdalena Gorostiza Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione. Pytanie tytułowe zadałyście mi setki razy, kiedy pisałam o niezadowoleniu ze szkoły i ponadprzeciętnych zdolnościach intelektualnych Maksymiliana. W sumie ma to niby sens – dziecko szybciej się rozwija, my wcześniej wysyłam go do szkoły, gdzie potencjalnie ma możliwości rozwinięcia swoich umiejętności. Potencjalnie. Jak to wygląda naprawdę? Kiedy okazuje się, że Twoje dziecko jest inne Dość szybko zrozumiałam, że Maks różni się od rówieśników. Kiedy w piaskownicy, w kuleczkach czy na spotkaniach ze znajomymi, większość 2-3-latków dłubała w nosie, porozumiewała się w Suahili lub na migi, taczała się po ziemi i bawiła samochodzikami wydając miarowy dźwięk ‘bruuum’ z całą śliną kapiącą na ziemię, Maks wyglądał wybitnie inteligentnie. Mówił już płynnie z całym pakietem 'sz’, 'czy’ i francuskim 'r’. Umiał przeprowadzić ładną rozmowę z obcymi, zachowywał się z większą ogładą i zawsze 'niechcący’ prezentował swoje ponadprzeciętne umiejętności – to palnął zdanie po angielsku, to policzył do 30… po angielsku, lub powiedział 10-zwrotkowy wiersz. Mamy wpadały przy nas w kompleksy, nie rozumiejąc dlaczego ich urocze pociechy wyglądają przy Maksiuli … no cóż. Blado. Byłam oczywiście najdumniejszą mamą w tej galaktyce. Moje dziecko odkąd nauczyło się mówić, było ze wszystkim intelektualnie do przodu. Do tego nie miewał buntów 2-3- latka, nie rzucał się po ziemi. Rozmawiał ze mną, analizował problem. Zaczęłam się zastanawiać czy to na pewno normalne kiedy w wieku lat 2 zrobił pewną rzecz. Mieliśmy literkowe puzzle drewniane. Alfabet był ułożony w poziomych liniach, a litery składały się z sekwencji czterech kolorów. Mój tata wymyślił z Maksem taką zabawę, że Maks się odwracał, a mój tata zabierał jedną literkę. 25-miesięczny Maks umiał powiedzieć jaka to litera i … jaki miała kolor i to już od pierwszej zabawy alfabetem. Po prostu analizował sekwencje kolorów i zapamiętywał wzór. Później zrobiłam z nim kilka podobnych testów i … poznałam w synku siebie. Praktycznie nikt o tym nie wie, ale sama od dziecka miałam takowe umiejętności. Zaczęłam dla zabawy budować mapę myśli (nazwę poznałam jako osoba dorosła) i wyznaczałam sobie cele nielogiczne do zapamiętania. Takie ćwiczenia wynikały głównie z nudów. Bo dla dzieci takich jak ja czy Maks, szkoła to niekończąca się nuda. Tyle, że za moich lat byłam po prostu dziwna, niegrzeczna, niewystarczająco skupiona. W każdym razie w tamtym momencie przeszły mnie ciary. Bo jako osoba dorosła nie rozważałam od lat potencjału który posiadałam wiele lat temu. A oto przed oczyma miałam kogoś potencjalnie (przypominam, miał zaledwie 2 lata) podobnego do siebie. Wiedziałam, że łatwo nie będzie, jednak nastawiałam się optymistycznie. Przecież świat się zmienił i teraz wręcz czeka na takie dzieci, prawda? A przynajmniej ułatwia im życie.. Prawda? Prawda? **** prawda W przedszkolu było dobrze. Prywatne, kameralne z przeukochaną panią, która akceptowała Maksa takiego jakim był i umiała wydobyć z niego to co najlepsze. Z kolegami, którzy interesowali się kosmosem, zwierzętami i hodowlami ślimaków zamiast pykać w gierki i ganiać za piłką. Bardzo to przeżywam, bo pamiętam jak mu tam było dobrze. Sielanka skończyła się kiedy poszedł do szkoły. To jest dobry moment, żeby odpowiedzieć Wam na pytanie tytułowe: Dlaczego nie puściłam mojego dziecka rok wcześniej do szkoły, mimo, że jest nieprzeciętnie inteligentny? Z prostej przyczyny. Żadne dziecko, ani to super ani średnio inteligentne nie chce, czy to w wieku lat 6, ani 7, spędzać 2/3 dnia na… pisaniu literek. Żadne dziecko, a szczególnie te inteligentne, nie ma na to ochoty. Inteligencja dzieci wybitnych polega na tym, że są dobre w pewnych dziedzinach i mają pasje i zafiksy. Te zainteresowania się non stop zmieniają i odkąd inteligentne dzieci umieją czytać i obsługiwać komputer szybko stają się ekspertami w danych dziedzinach. Nie ma to żadnego, ale absolutnie żadnego związku z chęcią siedzenia w ławce, pisania non stop infantylnych zdań i nudzenia się, bezdennego, przerażającego nudzenia się. Czy to jako 6-cio czy 7-mio latek. Wiecie jakie zainteresowania ma mój syn? Tak, żeby iść do szkoły w podskokach musiałby mieć na zajęciach głównie: chemię (kocha, uwielbia, nerkę by oddał za robienie eksperymentów chemicznych od świtu do nocy), robotykę (z elementami programowania), zajęcia przyrodnicze (najlepiej w oceanarium gdzie miałby zajęcia praktyczne z pielęgnowania krokodyli, bo wie o nich więcej niż niejeden biolog.. ale rekiny i inne zwierzęta też byłyby ok). Z normalniejszych to mógłby czytać lektury i wypełniać zadania matematyczne. Do tego z zajęć sportowych – wspinaczka (może być ścianka, ale nie pogardziłby i wycieczkami w góry ;)) i wolne (podkreślam wolne, bo ma w szkole pływanie ale każą mu .. pływać w tę i z powrotem i tego nienawidzi) zajęcia na basenie z elementami nurkowania. W tych rzeczach moje dziecko może być wybitne, bo to uwielbia. W innych dziedzinach inteligencja mu nie pomaga… na przykład w takiej kaligrafii (pisze chyba najgorzej w klasie ;)). A to właśnie ją katuje się przez 3 pierwsze lata. Jak same widzicie jego skille nijak się mają do naszej tradycyjnej edukacji, nie ważne czy zaczniesz ją w wieku lat 6-ciu czy 8-miu. I tak zdechniesz z nudów! Lub ogarniesz sobie powyższe zagadnienia pozalekcyjnie (jak to czyniliśmy my). W państwowej szkole Maks tak się nudził, że nie chciał wysiadać z auta pod szkołą. Wymiotował, płakał i błagał nas z całym bólem egzystencjalnym na ukochanej buźce, mówiąc, że on „nie da rady tak się nudzić cały dzień, NIE DA RADY!” I było widać, że nie kłamie ani w ułamku tego zdania. W szkole pojawiły się szybko także dysproporcje Maksa w rozwoju społecznym w stosunku do intelektualnego. Ciężki i bolesny dla nas temat, który pomijam zw. na dobro synka. Jednak podkreślić należy, że dzieciom takim jak Maks, które nie wpasowują się w żadną nazwę, czy diagnozę (typu Asperger) jest bardzo ciężko, bo szybko otrzymują łatkę „niegrzecznych”. Żyłam z takową większość swego życia szkolnego… Nowa szkoła – jest lepiej! Po fatalnym pierwszym roku w szkole publicznej, przenieśliśmy Maksa do szkoły prywatnej. Początki nie były łatwe, bo kiedy do rysopisu Maksa dodacie matkę, wychowującą w duchu Rodzicielstwa Bliskości, z całym tym np. „bez nagród i kar”, od razu wyglądacie na świrów i rodziców wychowujących bezstresowo. Jednak udało nam się tę bańkę przebić, głownie dzięki wielkiemu doświadczeniu pani pedagog – psycholog, która wzięła pod swoje skrzydła i Maksa i jego panią, która jak się domyślacie ma z Maksiulem wiecznie pod górkę. I wiecie, co.. jakoś poszło. Krok za krokiem, do przodu. Czy Maks lubi obecnie chodzić do szkoły? Żartujecie sobie? ;) Wyliczył by Wam dokładnie które zajęcia są ok. Szczęśliwe ma tą swoją ukochaną robotykę i basen (choć w nieszczęsnej wersji). Chodzi także na inne kółka zainteresowań. Jego pani bardzo się stara, żeby ta relacja z młodym była miła i sympatyczna i żeby chciał współpracować, co bardzo cenię. Więc chodzi. Co rano mówi, że nie pójdzie, ale potem z uśmiechem nakłada mundurek, pakuje się i idzie. Po szkole jest zawsze zadowolony. Dość często ma pochwały, buźki, uśmieszki i szóstki. Po szkole sam pilnuje swojej pracy domowej, przygotowuje się do Kangurka i robi różne szkolne projekty (ostatnio wyklejał drzewo genealogiczne). Nowa szkoła nas po prostu uratowała… Nie wiem czy w tym wpisie widać moje emocje, ale ledwie oddycham jak to piszę. Przez półtora roku szkoły Maksa wypłakałam więcej łez niż przez ostatnie 10-lecie. Starając się chronić swoje dziecko z historią zaczynającą się tak podobnie do mojej… Pani psycho- pedago od razu wyłapała te powiązanie. Fakt, jestem, a może byłam, gotowa walczyć z całym światem i oczy wydrapać, tylko po to, żeby mój syn nie został przez szkolnictwo potraktowany tak jak ja. Żeby jego potencjał był jego mocną stroną, którą ktoś chce poprowadzić i wykorzystać, nie skupiając się wyłącznie na tym co działa słabiej. > > > > > Jeśli masz dziecko wybitne, dziecko z zespołem Aspergera lub z innymi zaburzeniami sprawiającymi, że – nie ważne w którą stronę – ale nie wpasowujecie się idealnie w system, wiesz o czym piszę. Masz też świadomość, że większość ludzi szufladkuje Twoje dziecko na dwie proste kategorie – wybitny albo 'niegrzeczny’ (/niedostosowany/niepasujący). A do nas mam, należy uparte przedzieranie się w poszukiwaniu środka tych dwóch biegunów. Więc kiedy los dał mi Lenkę, najzwyczajniejszą, wystarczająco inteligentną i rewelacyjnie nawiązującą kontakty rówieśnicze, wzięłam głęboki wdech. To była ta równowaga, której potrzebowałam. Siła, mówiąca mi, że Maksa mam rozpatrywać nie w kategoriach – co – zrobiłam – nie – tak- a jako niezwykły dar, który przypadł w udziale właśnie mi. I tak chcę go przedstawiać światu.

puscilam sie w pracy